PRAWIE JAK LOUIS VUITTON, CZYLI O PODRÓBKOWYM SZALEŃSTWIE
W wolnych
chwilach, kiedy nie czytam, nie jeżdżę na rowerze i nie siedzę na Wizażu ;),
przeglądam Allegro w poszukiwaniu perełek. Perełki dzielą się na dwie grupy:
jedna to rzeczy, które komuś zalegały w szafie i wiszą na Allegro w bardzo sympatycznych
cenach, druga grupa to precjoza od projektantów sprzedawane za symboliczne
kwoty.
Niewykluczone,
że mam jakieś drobne skłonności do sadyzmu, ale z cierpliwością jakiej nie
wykazuję w żadnej innej dziedzinie, wysyłam zapytania do Allegrowych
sprzedawców. Zawsze są one mniej więcej tej samej treści: prośba o zdjęcie
dowodu zakupu i innych papierków, potwierdzających oryginalność, pytanie w
jakim salonie kupiona została rzecz itp.
I tu, jak
gdyby wszyscy sprzedający mieli jakieś tajemnicze, wspólne im połączenie myślowe,
dostaję odpowiedzi w zasadzie tylko dwojakiego rodzaju:
1) „nie mam paragonu, to był nietrafiony prezent”
2) „zgubiłam paragon (razem ze wszystkimi certyfikatami itp.)”
Ludzie, serio?
Naprawdę ktoś dostaje jako nietrafiony prezent 10 modeli LV?
Naprawdę giną wszystkie dokumenty od torebki wartej 4 000
zł?
I moja pouczająca wymiana mejli z panią z Allegro:
J(a): Czy wie Pani, że
na aukcji wystawia Pani nieoryginalną torebkę?
P(ani): Nie wiem, czy
Pani zauważyła, ale nigdzie nie zostało napisane, że to oryginał, poza tym cena
wskazuje na replikę*.
J: A czy nie sądzi
Pani, że to nieuczciwe wprowadzać kogoś w błąd? I czy zdaje sobie Pani sprawę,
że wprowadzanie do obrotu nieoryginalnych rzeczy jest karalne?
P: Ależ ja jestem
uczciwa! A nie sądzi Pani, że kobiety których
nie stać na oryginał albo nie chcą po kimś torebki nie mają prawa kupić sobie repliki?
nie stać na oryginał albo nie chcą po kimś torebki nie mają prawa kupić sobie repliki?
Ostatnie zdanie rozłożyło mnie na łopatki.
Zgłosiłam, aukcję usunięto, za chwilę wróciła ponownie.
Dziewczyny, proszę Was, jeżeli znajdziecie na Allegro innym
portalu aukcje z podróbkami- zgłaszajcie! Gdyby nie Wizaż i uważne
podczytywanie dziewczyn też pewnie kiedyś sprawiłabym sobie „Korsa” za 300 zł…
*replika- moje nowe ulubione słowo, przecież to nie
podróbka, to replika.
Świetny post! :) Madziulka :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, Madzia! :*** Ja się nabawię choroby psychicznej od tego grzebania na Allegro, ale samo się nie zgłosi :D
OdpowiedzUsuńWalka z wiatrakami, szkoda czasu. S odpowiednie służby do walki z takimi procederami, im za to płaca i to ich broszka. Jeżeli ktoś jest naiwny i zapatrzony na logo to sprowadzi sobie podróbkę i z Chin.
OdpowiedzUsuńMnie bardziej "boli" koszt oryginałów, ich jakośći dorabianie ideologii do logo. Taki pusty konsumpcjonizm za wszelką cenę.