CZEGO NAPRAWDĘ JESTEŚ WARTA? MIĘDZY KONSUMPCJONIZMEM A MINIMALIZMEM.
Jesteś warta nowej małej czarnej.
No, serio. Ciężko pracowałaś w tym tygodniu, zajmowałaś się dzieckiem w
zasadzie aż do momentu, kiedy zdyszany mąż nie zmienił Cię przy kąpaniu malucha.
Kup sobie, bo Ci się należy. A do północy jest -20%!
Masz sukienkę? Świetnie! A buty
masz? Nieee, no chyba nie Twoje szare wysłużone szpilki? Do takiej kiecki takie
buty? Czerwone kup, do szpica, dziewczynom szczęki opadną, jak Cię zobaczą.
Szybka kalkulacja w myślach, dalszych
scenariuszy jest kilka:
A. wrzucasz ałtfit na Instagram i w
godzinę masz tysiąc polubień, cieszysz się, że ktoś docenił Twój dobry gust,
B. masz sezon wesel/ komunii/ imprez
służbowych i po trzech miesiącach intensywnego użytkowania odkładasz buty i
sukienkę do szafy, gratulując sobie dobrej decyzji,
C. przymierzasz sukienkę i buty-
wyglądasz ślicznie! Ale nie masz gdzie tego założyć, więc chowasz ubrania do
szafy, niech poczekają na stosowną okazję.
Jeżeli wybrałaś A lub C, to … odpuść
sobie ;)
Wiem, że radość z posiadania
nowości jest dokładnie taka sama, jak dwadzieścia lat temu, kiedy spod choinki
wyciągałaś nową Barbie. Z tą małą różnicą, że lalka przeżyła sto herbat z
misiami, randki z Kenem i Wasze wspólne wakacje. Sukienka i buty znikną na dnie
szafy, a radość przygaśnie, zastąpiona wyrzutami, że znów dałaś się oszukać
specom od marketingu.
Wielokrotnie sama przyłapywałam się na
tym, że kupuję nową szminkę albo bluzkę, bo wszyscy mają. No a jak wszyscy
mają, to ja też muszę- przecież staram się nie mniej, jakoś mi się w życiu
udaje.
W pakiecie z bluzką miałam też: wizyty
w pralni (bo to delikatny jedwab), stres przy noszeniu (jak mi się to wino
wyleje, to szlag bluzkę trafi, 400 zł do kosza), okrojone konto (400 zł, już po
przecenie), bałagan w szafie (takich bluzek było pięć w sezonie), wyrzuty
sumienia (400 zł to bilety samolotowe taniej linii w jedną stronę dla Waszej
trójki).
Żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy
warci nowej rzeczy, ona będzie dla nas nagrodą za ciężką pracę i jednocześnie
pokażemy społeczeństwu „heeej, patrzcie, mam! Nieźle mi się powodzi”. Nie mieć,
to taki trochę wstyd- to ile w końcu zarabiasz, że nie stać Cię na nowy
płaszcz/ nowy samochód? Luksusem jest mieć i pokazać. Jak nie ma czego pokazać,
to coś z Tobą nie tak.
Tym tekstem chciałabym
zapoczątkować serię o korzyściach płynących z posiadania mniej. Jestem w
trakcie przeprowadzki z dużego domu do małego (tyciego wręcz!), ostatnimi laty
mocno zredukowałam ilość ubrań i gadżetów. Przesiałam przez sito pasje moje i
„modne”. Mam mało i wiem, że tego jestem warta.
Komentarze
Prześlij komentarz